środa, 21 sierpnia 2013

Prosimy nie siadać na kurze!

"Prosimy nie siadać na kurze!" - przeczytałam napis na metrowym ptaku. A wszystko to pośrodku gwarnego, zaludnionego rynku w Lublinie, gdzie wydarzał się Jarmark Jagielloński.

A Jarmark był zjawiskowy... W moim niedługim życiu zdarzyło mi się już na niejeden jarmark zajrzeć. Przeszłam wzdłuż i wszerz Jarmark Dominikański w Gdańsku, z którego pamiętam szczególnie część ze starociami i stoiska z ciuchami. Zachwyciły mnie tam, rzecz jasna - starocie, i cudny austriacki hełm z XIX wieku; były i niezliczone ilości łyżeczek, monet, lichtarzy i innych magicznie przykurzonych rzeczy. Jarmarki Toruńskie miałam okazję oglądać często, z okazji Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy. Poza stosownymi do okresu liturgicznego rewelacjami, wzrok i serce moje przykuwała przecudna biżuteria i urokliwe dzianiny. No i wszędobylskie "koperniki" w moherowych beretach. I oczywiście całoroczny chyba Jarmark na Krupówkach w Zakopanem. Haftowane serwety, oscypki, beczułki, zabawki, kierpce, ciupagi... Wyrywając się z morza ludzi sunącego wzdłuż straganów, można było jeszcze rzucić okiem obrazy olejne właśnie malowane przez pana, który stał się w ciągu tych kilku moich podróżnych górskich lat stałą, nieodłączną częścią Zakopanego.

Jarmark Jagielloński jest przede wszystkim wschodnioeuropejski. Węgierskie okaryny, słowackie pierniki, ukraińskie koszule, białoruskie pisanki, czeskie jedzenie, litewskie ceramiki, polskie wycinanki i w ogóle ikony, święte obrazy, ręczna biżuteria, miody, ciastka, katarynki, kieszonkowe zegarki i haftowane torby. I wiklinowo-słomiane kury. A nad tym wszystkim kolorowość języków Wschodu, spośród których dominował język serdeczności.
Ale lubelski Jarmark Jagielloński nie tylko wyglądał, ale i grał. Wschodnie zespoły, trupy muzyków, takie właśnie, o jakich się dziś czyta w książkach fantasy, że średniowiecze na myśl przychodzi. To baśniowe średniowiecze. Bardzo jarmarcznie.

Uśmiechnął się do mnie Lublin tym jarmarkiem.
Zatrzymałam się moim sercem tam, w środku lata, w środku miasta, w środku jarmarku.
Lubię.