Moje zapędy lingwistyczne wracają jak bumerang. Przydałoby się coś zrobić z językiem niemieckim, taką mam chętkę, bo skoro już publicznie przyznaję się do deutsche matury... Gdzieś tam w tle zawsze odzywa mi się angielski, ten z kolei z konieczności życiowej. I z kolei, na której to przeprowadziłam ostatnio dialog 'Kali być - Kali mieć' z pewną pasażerką rodem z Azji. Ale umiała powiedzieć "Bydgoszcz" :) Dalej - wskrzeszony po dwóch latach hebrajski, z którego dumnam. Łacina, greka - po biblijnemu, a jakże :) Ach - i mój ukochany rosyjski.
A wszystko zaczęło się od pewnego porannego dialogu z moim bratem na temat Verstopfung ...
a ja pamietam jak przez mgłę, że coś o włoskim mówiłas kiedyś ;D
OdpowiedzUsuńTak? o ;P
Usuńno :D jak wrocilas z Rzymu to mialas taki pomysl :D
OdpowiedzUsuńA widzisz - zdążyłam zapomnieć :) Ale może to nie taki głupi pomysł by był... To w końcu taka "przerobiona" łacina :)
UsuńTyyyy, a weź coś napisz.
OdpowiedzUsuń