Już prawie pół roku Lublina...
Dzieje się doktorat, nowe znajomości Nowe miejsca do podróżówania.
Już chyba się tu mniej więcej zadomowiłam, skoro zaczynam swoje wojaże. Nie wyjeżdża się chyba z danego miejsca z myślą wracania do niego, dopóki ono samo nie przestanie być potraktowane jako miejsce "wyjazdu". A tak już tu wracam. I nawet więcej - zostaję tu odwiedzana. Zatem to moje miejsce nie jest uważane za krótkie i przejazdowe, przynajmniej nie w perspektywie paru lat.
Pół roku Lublina...
Zaczęło się jesienią, trwa zimą. Mówią, że zima tu półroczna. I bynajmniej nie zaskakuje drogowców. Traktują ją obojętnie, wręcz pogardliwie. Z akademika na uczelnię droga długa, więc wytrwale deptamy ścieżki we wciąż nowych pokładach śniegu.
Pół roku Lublina...
Tak. Tak na dobry, kolejny już, początek :)
to dobrze, że się zadomowiłaś :)
OdpowiedzUsuńAno.. Choć jeszcze ostrożnie to tak nazywam. Lublin jest trudny. Ale lubię go już :)
Usuń