niedziela, 15 lipca 2012

My love


Julian Tuwim. Tak właśnie.
Skończyłam dzisiaj czytać jegoż "Kwiaty polskie" i jestem zachwycona, oczarowana etc. To jest utwór do niejednokrotnego przeczytania, a wręcz do odszyfrowywania - ech, tu poza tuwimowskim zwykłym-niezwykłym poetyzowaniem, w którym trzeba (i czynię to z lubością!) grzebać, to jest i 'winność'. Moja 'wina' nazywa się w tym przypadku wieczne niedouctwo w działce historia, choć "serce rwie się...". Tuwim jest tragiczny i zabawny, romantyczny i ordynarny, patriotyczny i prześmiewczy, zgadzam się z nim i nie zgadzam... "Kwiaty polskie" kwitną wspomnieniem pierwszej wojny światowej, Łodzią - tą bardzo robotniczą i przez Tuwima opuszczaną, ojczyzną 'drobną' i 'szeroką'... Dzieło zakręcone dygresjami. I genialnymi rymami.
Przeczytaniu zachęcam. A moje serce kochające się w facetach z minionej epoki westchnieniu polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz