Zapachów moc krąży ostatnio po świecie. I, co lepsze, mają one swoje dźwięki i kolory.
Zaczęło się kilka dni temu o 5.20. Świat rozpoczął się absolutną ciszą i słońcem pokrywającym wszystko mokrą złotą zielenią. Ubraliśmy się, wzięliśmy koszyki i... ruszyliśmy na grzybobranie. Starą droga. Tkwiła w tym miejscu i prowadziła w kierunku lasu odkąd tylko pamiętam, czyli zapewne jeszcze dłużej. Aż mam ochotę pomyśleć, że tkwiła tam od zawsze, że jest śladem, tajemniczą pozostałością po niepamiętnych czasach. Ukrytym na borowiackiej ziemi traktem dawnych dni. Pachniała lekko rosą, mocno natomiast skoszonym sianem i trawą.Wczesny ranek jest idealną porą, żeby się na niej zapomnieć. Dzień przynosi odgłos szczekania psów ze wsi, przypomnienie cywilizacji. Weszliśmy w las. Tu dopiero zapachy wybuchły ze zdwojoną siłą! Sosny, wilgoć, runo leśne!... Słońce prześlizgujące się pomiędzy gałęziami wąskimi strużkami światła lub zalewające wyłaniające się mniej lub bardziej niespodziewanie łąki. Mistyka lasu. Na samym końcu zapachniały grzyby. Jak kadzidła, które kradliśmy do naszego głośnego domowego profanum.
Wczoraj zapachy znowu dały o sobie znać i uderzyły do głowy. Jechałam rowerem, drogą z Chojnic do Przymuszewa, z domu do domu. Nie było wiatru. Były za to krajobrazy poprzetykane lasami i polami, z plamami domów i przytulnym kościołem w Dąbrówce. I było słońce. Słońce pachnące zbożem. Bo to nie zboża nabierają zapachu dzięki słonecznym promieniom, ale to ono nasiąka lipcem i sierpniem, zapachem trawy i zboża. Księżyc zaś pachnie ogniskiem. Rozpoczęły się żniwa.
Szukanie lata jest bardzo pachnące.
zapachy ♡
OdpowiedzUsuń